Sekcja dla zaangażowanych:

Pochwal autora publicznie w książce życzeń i zażaleń

Szybko powiadom znajomych, że masz okres albo zaparcie...

Sekcja archeologiczna:

2012
marzec
2011
grudzień
wrzesień
2009
grudzień
2007
styczeń
2006
wrzesień
marzec
2005
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
październik
wrzesień
sierpień


Liczymy od nowa...

Najwięcej witaminy kupują przechodzone dziewczyny

- I wchodzę do apteki i widzę, że stoi baba. Taka jędzowata, stara, chuda wysoka.
- Z charakteru?
- Z wyglądu. Typ taki, może i do rany przyłóż. Ja też jestem z wyglądu burak, a z charakteru
miły miś. No i stoi ta baba i jak to takie baby, a witaminkę taką, a sraką, a ona magnez to tylko w takiej postaci, a wapń to tylko w takiej, a co tam jest w składzie, w czy tam jest D14, a jeszcze coś z F15 i nasuwa tak w kółko, pytanie za pytaniem zadaje, a pani magister lata za ladą w jedną i w drugą i coraz to nowsze specyfiki donosi.
- Bo to jest dobry klient, nie to co emeryt z refundacją.
- Za babą stoi facet. I widzę, że tak już na poważnie stoi, tak z każdym nowym pudełkiem donoszonym babie coraz bardziej stoi.
- Przestępuje.
- Nawet nie, ale widzę, że tak co nowa witamina, to on głową coraz bardziej kręci i jakoś tak tę głowę coraz niżej trzyma. "To już wszystko", pyta pani megi. "Tak" - mówi baba... "Ale jeszcze zapomniałam..." i widzę, że facet zaraz nie wytrzyma.
- I objebie!
- Nie, widzę, że zaraz się spali, śmiechem wybuchnie. Ale najgorsze, że facet spojrzał na mnie, no i ja widzę, że on zaraz nie wytrzyma i parsknie. I tak mi w oczy spojrzał i jak to w takich sytuacjach, przy takiej babie, ja czuję, że też zaraz się spalę, bo on wie, że ja wiem, że on wie i obaj wiemy, a baba już prawie, ale jeszcze, że zapmniała dla męża wyciągu z czegoś tam, nie wiem, żołędzia?
- Sama mu nie mogła wyciągnąć?
- Nie, czekaj, z kasztana.
- Jeszcze gorzej.
- I tak kiwamy się obaj, jak gówniarze na apelu, co już nie mogą wytrzymać, jak dyrektor pieprzy, ale przecież nie wybuchną śmiechem, bo co to ma być, żeby dwóch dorosłych gości w aptece nagle wybuchnęło śmiechem. A baba na to, że to już wszystko, tak, ale jeszcze bandaż potrzebuje taki a taki...
- I parskęliście?
- No nie, to się nie godzi, cholera wie, może baba jednak na coś poważnie chora, w końcu przyszła do apteki, a tych pseudowitamin za trzysta złotych to tak wzięła tylko dla poprawienia nastroju.
- Może dla obniżenia temperatury przy uderzeniach gorąca?
- Wyglądała na taką już po uderzeniach. Ale gorzej, że i pani magister, choć na oko w wieku podobnym do baby, też przypatrzyła, że my się tam zwijamy i widzę, że sama tak coś w tę kasę puka, ale jak baba zaraz nie przestanie, też się zaraz roześmieje, choć raczej obrzuciła nas wzrokiem karcącym, jakby mówiła "uspokójcie się chłopcy"...
- I teraz powinna nastąpić kulminacja, czyli baba kończy, facet podchodzi i zaczyna wybierać pół godziny maść na odciski.
- Powinna. Ale on rzucił jakąś nazwę, dostał co chciał i zniknął.
- Jaki więc morał na dziś?
- Żaden. Chociaż... w supermarketach mają takie kasy "do 10 produktów".
- Żeby szybciej było.
- Żebyś się nie musiał dołować, że ktoś przed tobą wydał jedną trzecią twojej pensji na żarcie, którego połowę jego rodzina zeżre w tydzień, a drugą wywali, bo będzie przeterminowane.
- Ale co to pomoże na babę?
- W aptekach, na działach z wędliną i monopolowych oraz w perfumeriach powinny być dwa stoiska. Jedno z napisem "Dla tych, co chcą coś kupić" i drugie "Dla tych, co wiedzą, co kupić". 
- No to dziś było bardzo interwencyjnie. 
- Wiem. Muszę znów do apteki jechać.
- Boisz się, że znów trafisz na babę?
- Nie, tylko muszę syrop kupić i nie wiem jaki. Będę musiał pogadać z magister.

Koniec końców, najważniejsze żeby zapłacić.

poczytajmimamo 2012-03-12 16:35:10
skomentuj (0)
A ja panu życzę tego samego, czego pan mi życzysz...

- Z okazji święta kobiet, życzymy wszystkim dziewcznom spełnienia marzeń i większych cycków!
- Kretyn. To jest politycznie niepoprawne i szowinistyczne!
- Ale one same mówią, że chcą mieć większe.
- Jak same mówią, to co innego. Jak powiesz komuś, że jest debil, to to jest obraźliwe. Jak on sam powie o sobie, że jest debil, to jest to najczęściej autoanaliza poparta samoobserwacją.
- Dobrze. W takim razie życzymy im przystojnych facetów z dużymi fiutami!
- Jeszcze gorzej. To są obraźliwe stereotypy.
- Ale powtarzane przez kobiety!
- Nie ważne, wrażliwy i świadomy mężczyzna tak nie mówi.
- W takim razie życzymy im bogatych facetów!
- Pogrążasz się. Kolejne stereotypy.
- W takim razie życzymy im czułych, ciepłych i wyrozumiałych gości, którzy zmywają naczynia i wyręczają je w obowiązkach.
- To tak, jakby ci ktoś dał w prezencie na urodziny krawat i ciepłe skarpety.
- No to życzymy im długich orgazmów i sukcesów w pracy zawodowej!
- A co ma jedno do drugiego?
- No nie wiem... Że o jedno i drugie trzeba się trochę postarać?
- Miałeś kiedyś kobiecy orgazm?
- Mniej więcej tyle, co sukcesów w pracy zawodowej.
- No właśnie, weź coś wymyśl miłego i od serca.
- Życzymy wam zdrowia, szczęścia i byście nie płakały w sraczu nad zmarnowanym życiem!
- Kurwa, nie potrafisz jakoś normalnie? Jeszcze raz.
- Radości, świeżości i żeby wam nigdy oczko nie poszło tuż przed ważnym spotkaniem!
- Życzył ci ktoś, żeby ci się spodnie nie rozerwały, jak siadasz? Co to za życzenia? Powiedz coś normalnego.
- No dobrze, niech pomyślę... Życzymy wam, żeby wam nikt nie składał durnych życzeń z durnych okazji, tylko żeby wszyscy zawsze pamiętali, jakie jesteście cudowne i wspaniałe bez okazji.
- I od razu milej!
- I cycków oraz fiutów takich, jak lubicie, a nie dużych.
- Fuck...

Ponieważ niektóre panie twierdzą, że z racji ich święta podchodzi im paw...

poczytajmimamo 2012-03-08 12:49:37
skomentuj (0)
Wiedza i doświadczenie ograniczają swędzenie

- Kurde i stoi taka i mówi, że dwadzieścia deko tej a tej szyneczki. I sklepowa bierze tę wędlinę, idzie do maszyny, kroi, wrzuca na wagę i zadaje sakramentalne pytanie: "Może być trochę więcej?", bo jej wyszło dwadzieścia trzy. Na co baba, że nie, ona jednak wolałaby dwadzieścia... Więc sklepowa ze wzrokiem: "Zaraz cię sama potnę na plasterki klempo z menopauzą" odlicza te plasterki...
- Najgorsi to są ci, co przyłażą i proszą pięć plasterków tego, sześć tamtego i jeszcze ździebko paszteciku, jakby sobie kurde nie mogli kupić kilo Goudy, trzy pęta krakowskiej i rżnąć w domu przez tydzień według potrzeb.
- Tak. Ludziom się z tego dobrybytu w dupach poprzewracało.
- A skąd ogólnie taki nastrój?
- Pewnie z okazji rocznicy stanu wojennego. Jak go wprowadzono, takich problemów po sklepach 
nie było.
- A dziś znów tracimy wolność podobno, na rzecz tej strasznej Unii.
- To prawda. Wszelkiej maści antyunioniści od jakiegoś czasu tylko mówią paciorki i zacierają rączki,
aby to wszystko się pizdło.
- Uważają, że wtedy będzie lepiej?
- Na pewno im będzie lepiej, bo będą mogli chodzić i powtarzać: "A nie mówiłem?". To jest magiczne zaklęcie, które napędza świat. By móc je wypowiedzieć, ludzie są często skłonni uwierzyć w każdą bzdurę i wiele bzdur popełnić.
- Zawsze wydawało mi się, że to ulubione stwierdzenie starych pierdzieli, którzy nic nie muszą popełniać. Po prostu uważają, że wiedzą lepiej i raz na jakiś czas im się udaje trafić.
- A słyszałeś, dlaczego starzy ludzie dają tylko dobre rady?
- Nie.
- Bo nie mają już siły popełniać błędów.
- A kto nie ryzykuje, ten nie ma piątki dzieci na zasiłku.
- Każdego z innym.
- To bywa dobre rozwiązanie, bo jak mają te same imiona, można je wołać po nazwisku.
- No ale tak obiektywnie patrząc, to jednak przyjemność z tego, że miało się rację, jest niewinna i miła. A zarazem zazwyczaj wymaga o wiele mniejszych nakładów skurwysyństwa i złośliwości niż takie na przykład postawienie na swoim.
- To jest odwieczny problem rodzica i męża. Możesz gówniarzowi albo żonie powiedzieć: "Załóż szalik" albo "załóż ciepłe majtki" i machnąć ręką. A później mieć satysfakcję, że miałeś rację, ale mieć cały dom zasmarkany i nie mieć seksu dwa tygodnie. Możesz też wyegzekwować swoje i wyjść na zrzędliwego zgreda. Odbierasz sobie w ten sposób frajdę z "mania racji", ale oszczędzasz na antybiotykach i nie musisz wieczorem oglądać tyle telewizji.
- Bardzo mądrze, ale znów nagadaliśmy się bez sensu i nic z tego nie wynika. Mam wrażenie, że też przeszliśmy już na ciemną stronę pierdzielstwa i mentorstwa. Nie umiemy stworzyć niczego krótkiego, a celnego.
- A nie mówiłem.

A co gdy już zgrzybiejemy do reszty? Zawsze możemy zapytać...






poczytajmimamo 2011-12-16 17:32:19
skomentuj (0)
Siedem razy księżyc odmienił się złoty

- Chyba trzy?
- A ja mówię, że siedem.
- Szczęśliwe siedem.
- Podobno nieszczęśliwe. Ludzie mawiają, że po siedmiu latach musi nadejść kryzys w związku.
- W życiu nie słyszałem, by mówił tak jakiś ludź. Ale kobiety często, to prawda.
- One dużo mówią, taka ich natura.
- My podobno też.
- Ale my tylko mówimy. Na przykład, że coś zrobimy, a później idziemy spać.
- A kobiety tylko mówią, że czegoś nie zrobią, a później chodzą dziwnie poddenerwowane.
- Jak się księżyc obraca, to takie chodzą. Takie jest odwieczne prawo natury, że zacytuję klasyka.
- Już nie zwalajmy wszystkiego na matkę naturę. Niewielką, bo niewielką, ale jednak wolną wolę człowiek ma.
- Łatwo tak mówić, jak się nie trzyma ręki w majtkach!
- Lub ktoś nie trzyma tobie. Ale jak mawiają w wojsku, należy do tego nie dopuścić.
- A jak się jednak dopuści?
- Zależy kogo i dlaczego.
- Dobrze, ale skąd u kobiet te siedem lat?
- Być może potrzebują pretekstu. Kobiety sobie bardzo cenią pretekst. W odróżnieniu od mężczyzn. Nam wystarczy podtekst.
- To znaczy?
- Wszystko nam się kojarzy z ruchaniem.
- Ale chyba do ruchania też czasem przydaje się jakiś pretekst?
- Też. Ale jednak zasadnicza różnica między płciami polega na tym, że mężczyźni potrzebują pretekstu zazwyczaj przed, a kobiety po.
- A na cholerę im po?
- Żeby sobie wyjaśnić, co myślały przed.
- A my niby wiemy, co myślimy przed?
- Nie wydaje mi się, żebyśmy cokolwiek wtedy myśleli.
- Mądrzy rabini już dawno temu mawiali, że to trzeba nie przed lub po, tylko zamiast.
- Tak, ale pić lemoniadę.
- Gazowane szkodzi.
- Dlatego piję wino.
- Przed czy po?
- Przecież sam mówiłeś, żeby zamiast.

 

Tak więc dziś zamiast będzie piosenka mojej ulubionej kapeli o pozytywnym przesłaniu.


poczytajmimamo 2011-09-15 15:02:53
skomentuj (0)
Sztuka układania pasjansów

- Wszyscy poumierali.
- Kto?
- Czytałem wspominkowo nasze dawne dyskusje. Z czasem stawały się coraz bardziej rozwlekłe, aż osiągnęły nieskończoność, czyli przestaliśmy zamieszczać następne. Za to poumierali wszyscy ich bohaterowie.
- Ci ze smoleńskiej mgły?
- Też. Jedni źle wylądowali dosłownie, inni, jak Lepper – w przenośni.
- Ale idą nowe wybory i mamy nowych.
- Za to bej ci urósł. Sto lat cię tu nie widziałem.
- Człowiek zaczyna w pewnym wieku mężnieć.
- Teoria, że męskość tkwi w brzuchu jest dość przestarzała.
- Niektóre kobiety twierdzą, że wisi pod brzuchem. Ale one nie czytają „Charakterów”.
- Gorzej jak taka trafi na mężczyznę czytającego „Logo”. U takiego męskość tkwi w zegarku, dezodorancie, ewentualnie we wzorku na sweterku.
- Być może, ja jestem ze świata, w którym męski sweter jest złachany i ma poprzecierane dziury na łokciach.
- Bo ty jesteś troglodyta.
- Ja jestem niepoprawny romantyk.
- Raczej niedomyty tetryk.
- Jeszcze się taki nie urodził, co by kobiecie dogodził.
- Psychicznie oczywiście?
- Oczywiście, fizycznie to potrafi nawet owczarek niemiecki. Widziałem na filmie w Internecie, też niemieckim
- To odwieczne prawo natury. Tak zwane prawo fryzjera. Kobieta doskonale wie, co chce mieć na głowie. Fryzjer doskonale wie, co chce jej zrobić na głowie. Bardzo rzadko jednak się zdarza, by te wizje się zgadzały.
- Czyli jak w życiu. Moja na przykład chcę, żebym miał pasję, bo twierdzi, że bez tego nie warto żyć.
- Niektórzy bez szewskiej rzeczywiście nie potrafią.
- Kiedyś próbowałem sobie sam skleić buty.
- I co, złapało?
- Owszem, głównie mnie. Wiesz, jak ten klej fajnie pachnie?
- No to musisz znaleźć sobie coś innego. Zbieraj znaczki albo buduj modele redukcyjne.
- Za leniwy jestem.
- Dokładnie to chciała ci w ten sposób powiedzieć.
- Moją pasją jest myślenie o tym, co mógłbym ciekawego zrobić w tym czasie, w którym o tym rozmyślam.
- A co zazwyczaj robisz, rozmyślając?
- Pracuję, udaję, że pracuję, odkurzam, wstawiam pranie, ganiam po dziecko do przedszkola...
- No to ma baba rację, zero w tym pasji. Dużo da się wyciągnąć z tego udawania?
- Niezbyt, bo pracuje na tak zwanym swoim. Na etacie są o wiele większe możliwości. Ale mam wrażenie, że ona wolałaby jakąś pasję twórczą.
- No to mówiłem ci, klej modele.
- Ale bardziej artystyczną.
- To klej kolorowe i najlepiej tym klejem do butów.
- A ty masz jakąś pasję?
- Tak. Piszę książki.
- I ile już napisałeś?
- Żadnej.
- To chyba masz tak od niedawna?
- Nie, od dzieciństwa.
- Jakoś z bólem ci to idzie.
- Nia ma prawdziwej pasji bez bólu! Ale czy ja coś mówiłem o napisaniu? Ja po prostu piszę.
- A jak ci się to w końcu znudzi?
- Trudno..., będę musiał kurwa w końcu jakąś wydać.

 

Ponieważ technika gna do przodu, zamiast zmuszać czytelników do jakiejkolwiek aktywności umysłowej, co jest niezgodne z duchem czasu, będziemy im teraz podawać wszystko na talerzu. A może i zaktualizujemy stare piosenki... Dziś wzruszy nas artysta musicalowy, znany niektórym jako Tony Soprano.


poczytajmimamo 2011-09-07 14:54:32
skomentuj (0)
Trzy lata prawie jak w mordę strzelił...

- Kto wie, kto wie, może znów pora?
- Hmm... jeśli prostata pozwoli.
- Prostota zawsze była naszą zaletą.
- Później kochaniutki, później... Jak przewine, wykąpie, ululam i różne takie tam inne męskie sprawy.

Muzyki nie ma, bo wszyscy zamilkli z wrażenia...

poczytajmimamo 2009-12-02 18:34:15
skomentuj (0)
Nad granicą, opodal krzaczka, mieszkała kaczka-fruwaczka

- Czytam sobie właśnie, że czeskie samoloty JAS Gripen, nazwane oczywiście przez Wyborczą "Grippen"...
- Im nikt nie płaci za rzetelność faktograficzną, tam się liczy rzetelność dziennikarska, zawsze więc pieprzą nazwy i fakty, ale w słusznej sprawie...
- Właśnie... i te czeskie samoloty dzielnie interweniowały nad Polską, bo coś tam leciało i nie mogło nawiązać kontaktu radiowego.
- A nasze?
- Nasze podobno nie dotarłyby na miejsce tak szybko jak Czesi.
- Myślę, że my wolimy nie podrywać naszych F-16 bez sensu. Gdybyśmy je zadrapali, Amerykanie potrącili by nam to z offsetu.
- Może to i dobrze. Ten niezidentyfikowany samolot leciał z Kolonii. Gdyby to byli nasi, prezydent zapewne kazałby od razu strzelać podejrzewając, że to Merkel naciera na czele ziomkostwa.
- Albo Axel Springer na odsiecz Newsweekowi.
- A tak sprawę załatwiły czeskie kaczki.
- Jezus Maria, to u nich też?
- Gripen to kaczka. Taki ma układ skrzydeł, tak to się technicznie nazywa.
- To bardzo dobry układ. To także dowodzi, że układ, ten przez duże U z sennych PiS-ich koszmarów nie był taki zły. Mógł podłożyć większą świnię i wybrać w przetargu właśnie te samoloty zamiast F-16.
- Chyba podłożyć kaczory.
- Ta, stalowe... Ile by wtedy było głupich żartów w tym stylu.
- Stalowe nie stalowe, ale przynajmniej byłyby to kaczory z pożytkiem dla kraju.
- A tak to mamy tylko dwa, z czego jednego unieszkodliwiła odrobina lodu pod kaplicą. Zepsuł sobie skrzydło.
- I tak lepiej niż F-16. Je unieszkodliwia samo latanie.
- Latanie do Polski.
- To inteligentna maszyna. Widać wyczuła, że teraz trendy jest latać raczej z Polski.
- Dokąd?
- Gdziekolwiek, byle dalej.



W tej sytuacji Helena Vondráčková musi zaśpiewać "Malovaný džbánku"...



poczytajmimamo 2007-01-31 04:05:42
skomentuj (1)
Nie matula, lecz płeć szczera zrobi z ciebie premiera

- Słowni jesteśmy jak nasza kochana koalicja.
- I zorganizowani jak Kancelaria Prezydenta.
- Miało być częściej i regularniej, a tu znowu tygodnie mijają...
- Racja, ale okoliczności przerastają. Dzieje się tyle na raz, że nie wiadomo kompletnie jak i o czym. Ledwie PO zdradzało rację stanu, podstępnie knując z wnukami kumpli dziadka wiemy kogo, a tu już w Warszawie afera z gronkowiec.
- Z sepsą chyba?
- Z Gronkiewicz znaczy się... Nawet dzwonili do mnie w tej sprawie.
- Z Urzędu Rady Ministrów?
- Nie, ale podobna branża. Wiesz, są małe kłamstwa, duże kłamstwa i statystyka. Dzwonili z jakiegoś ośrodka badania opinii, pytali czy mogą rozmawiać z kimś z wykształceniem podstawowym albo zasadniczym.
- I co, podszyłeś się? Mieć takie wykształcenie to teraz szyk i elita, wprost na salony wędrujesz, jako równy wybrańcom.
- Narodu. Widziałem takiego w TV. Nie pamiętam czy taboret był z PiS, LPR czy z innego oddziału zamkniętego, ale ktoś się go zapytał "dlaczego mam słuchać, jak pan mnie obraża?". A ten na to "bo wybrało mnie społeczeństwo".
- Społeczeństwo wybrało też Wierzejskiego, któremu się wszystko kojarzy z kontaktami seksualnymi i niedługo wystąpi z projektem, aby policjanci nie chodzili parami, bo to promuje ten znienawidzony, śniący mu się w mokrych snach homoseksualizm.
- Tak, ale to są drobiazgi i folklor, choć przykro, że rządzący. Za to mają Lepperowi pobrać.
- Z konta? No co ty, tego się jeszcze nikomu nie udało. Niejeden komornik próbował.
- Nie, z łupieżu albo i spod pazura. W ramach ogólnosamoobronowej łapanki na ojca, mają mu sprawdzić, czy nie zasiał dziecka w łonie działaczki.
- Cóż, Andrew niejedno nasienie w swojej karierze wysypał, można powiedzieć, że sypanie nasieniem tu i tam jakby filarem jego kariery jest... to może i jakiejś działaczce się oberwało. Wiesz... "Przewodniczący poszedł w posły, a jej się dziecko ostało..."
- Ja tak w ogóle to sobie myślę, że całe zamieszanie tkwi w braku wyobraźni wszelkich wykształciuchów, liberałów, gejów i agentów WSI.
- Czyli wszystkich Polaków, nie będących członkami Paranoi i Schizofrenii ?
- Tak. Oni sobie po prostu nie potrafią wyobrazić ścieżek, jakimi wędruje PiS-ie myślenie.
- No, takich ścieżek jakimi wędrują myśli Macierewicza to ja bym się bał sobie wyobrazić... Jeszcze by mi się potem przyśniły.
- E tam, to zwykłe myśli małego chłopca, który chce rządzić podwórkiem przez podpierdalanie i szczucie. Tylko ja mówie o polityce a nie o medycynie. El Commendante Antonio De Likwidator to przypadek kliniczny. A mi chodzi o to, czemu nikt nie rozumie PiS.
- A ktoś próbuje?
- Widzisz. Na przykład robi się wiochę, bo PO samo sobie ustaliło coś tam w UE. Kto będzie kim i nie chcą dostać posady. PiS podnosi wrzask. PO biadoli, że Kuchciński lamer nie zna zasad rządzących Parlamentem i tak dalej. Ale przecież on zna najważniejsze zasady - zasady rządzące jego partią. Jest stanowisko, to się bierze stanowisko. A PO nie chce. Cioty. Gadają coś o umowach, korzyściach dla Polski, jakieś pierdoły jakby się naczytali czyjegoś programu wyborzego.
- Tak, a potem PO i tak robi tak jak chcieli Psychoschizofrenicy.
- Bo Platforma to miękkie gumowe kaczuszki. A krajem rządzą stalowe kaczory. Bo Tuskowi się pewnie wydaje, że MSZ powinno się zajmować sprawami zagranicznymi, a Fotyga wie, że jej zadania to nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i bolszewika goń, goń, goń. PO się wydaje, że ZUS powinien wypłacać renty, koalicji - że powinien finansować opatrzność.
- A to akurat słuszna idea.
- Słucham?
- Słuszna. Ten system i tak nie sfinansuje emerytom godziwej emerytuty i opieki medycznej, to chociaż będą się mogli pod dachem pomodlić o zdrowie.
- No Warszawskich to może urządza, ale powiedz to tym z innych miast.
- Nie no, po kolei. W innych się też pobuduje świątynie. Widzisz, ograniczanie pieniędzy dla ZUS-u to także pewien sposób ratowania jego finansów. Także PiS-owski, czyli Perfidny i Skuteczny. Im mniej forsy na leczenie i leki, tym szybciej i wcześniej emeryci udają się bezpośrednio pod opiekę opatrzności, bez ziemskiego pośrednictwa. Im mniej ich wśród żywych, tym mniej ZUS musi płacić.
- Że też profesor Religa na to nie wpadł! Przecież każdy zbankrutowany szpital, który nie ratuje ludzkiego życia, to czysty zysk dla budżetu!
- O! A zaoszczędzoną kasę można wydać na walkę z pornografią i edukacją seksualną młodzieży.
- Bingo! Dzięki temu będzie się rodzić więcej dzieci, cóż z tego, że będą niechciane i będą je rodzić inne dzieci - najważniejsze, że minister Giertych będzie kochał każde z nich i już razem z becikowym da każdemu maturę. Tak na dobry start.
- To ważne, żeby być kochanym. Widziałem na okładce "Vivy" wyznanie mamusi naszego drogiego premiera i prezydenta w dwójcy jedynego. Powiedziała, że chciała, żeby to była dziewczynka.
- Kto?
- Premier i prezydent. Mieli być dziewczynką.
- Znałem kilka przypaków dziewczynek, które miały być chłopcami. Zazwyczaj skutki nie są opłakane, a czasem nawet pozytywne, bo na przykład wie taka, gdzie samochód ma silnik i po co. Ale jak jest w drugą, to nie wiem.
- Może stąd ta zawziętość. Jak się przez całe dzieciństwo podświadomie czuło, że powinno się nosić warkoczyki i na dodatek czuło się to do kwadraru, bo we dwóch, to nie dziwota, że na starość człowiek nikomu nie ufa i nikomu nie przepuści.
- To także wyjaśnia stosunek obu braci do porozumień Okrągłego Stołu i środowisk, które organizowały te rozmowy. Wiesz, gdzie odbywały się wstępne spotkania.
- W Magdalence.
- No właśnie.
- Co właśnie?
- Lechu i Jarek mieli być Magdalenką.


Minuta ciszy dla Ryszarda Kapuścińskiego.



Dla bohaterów dzisiejszego odcinka, specjalnie z okazji wieszczonej reaktywacji Rage Against The Machine kawałek "Killing in The Name". Dla tych co nie pamiętają wyjaśniam, że chodzi o tych kilkanaście ostatnich linijek tekstu...



poczytajmimamo 2007-01-28 05:31:23
skomentuj (1)
Sgt. PMM's Pregnants Club Band

- Dostało nam się za upierdliwe przynudzanie o polityce.
- Od kogo?
- Od kobiety. I to od kobiety w ciąży, czyli jakby podwójnie.
- W sensie że jak w ciąży, to wrzeszczała dwa razy głośniej?
- To stereotyp.
- Nie miałem na myśli porodu.
- Ja też. Ale po pierwsze wszystko zależy od okresu ciąży, a po drugie jak zwykle od faceta.
- A co facet biedny zawinił?
- Nie co zawinił tylko co zrozumiał.
- Chyba czego nie zrozumiał.
- W pewnym stopniu nigdy nic nie zrozumie. W ogóle jak facet chce zrozumieć kobietę, powinien zrozumieć, że nic nie zrozumie i wtedy będzie kochany za to, że wreszcie to zrozumiał.
- Nic nie rozumiem.
- Czego kobieta pragnie od mężczyzny?
- No... zależy która...
- Kobieta w ogóle. Wzór kobiety. Nie wzorzec, tylko wzór. Taka średnia kobietowa.
- Ale taka miła, cieplutka i prawdziwa czy taka z czasopism wysokonakładowych na lakierowanym papierze?
- Pytasz o okładki czy rozkładówki?
- Okładki. Cosmopolitan, Logo...
- Logo?
- Coś nie tak z Logo?
- Na okładce Logo jest mężczyzna.
- Na serio? O kurde... ale nie, masz rację... Kochanie moje się ostatnio pytała, czy on jest prawdziwy. Straszył taki na billboardzie w centrum. Wyglądał na dużo godzin ciężkiej pracy...
- W siłowni?
- Nie, w Photoshopie. Z siłowni są na okładce Men's Health. Ale to jest czasopismo dla gejów.
- Nie, to jest czasopismo dla mężczyzn. Na okładce Elle są piękne kobiety, a to przecież nie jest gazeta dla lesbijek?
- Nie no, Elle i Cosmopolitan są dla mężów, żeby było co w klopie pooglądać.
- Mój znajomy trzyma tam "Strażnicę". Ceni sobie bardzo wizyty Świadków i nie częstuje ich kaszanką.
- Tak, zawsze miło poczytać w klopie coś budującego i pooglądać ładne obrazki, zamiast kolejnej teczki z Instytutu Paranoi Narodowej.
- Teczki z IPN zabierają do WC tylko posłowie wiemy jakiej partii, ale już klasyk, ten na L. pisał, że każdego kręci co innego, a onanizm nie jest szkodliwy dla zdrowia.
- Lenin pisał o trzepaniu redemptorysty?
- Nie Lenin, tylko Lew i nie Rywin, tylko Starowicz. A przede wszystkim nie redemptorysty tylko kapucyna jak już.
- Te zakony to mi się mylą. Tylko templariuszy kojarze, załatwili ich bo nie znali jakiegoś kodu i nie dosłali zeznania podatkowego na czas, a przecież poczta zmienia tylko cennik, bo listonosze poprosili o podwyżkę i będzie na nich a nie na zarząd. Kody pocztowe się nie zmieniają.
- Bardzo śmieszne. Redemptorysty nikt jak dotąd nie przetrzepał i nie przetrzepie. Różnica jest zasadnicza . Filip IV Piękny miał u templariuszy długi. Lech IV Rzeczpospolity Prawy i Sprawiedliwy ma u redemptorysty też długi, ale wdzięczności.
- Ale uciekając od polityki aby nie wzbudzać znów burzy hormonów. Jeśli Men's Health jest nie dla gejów, to dla masochistów. Każdy mężczyzna chce mieć taki kaloryfer na brzuchu jak ten z okładki.
- I nigdy nie zrozumie, że to ostatnie czego od niego wymaga interesująca kobieta.
- Uważasz, że kobiety wolą Gosiewskiego?
- Kiedyś widziałem na starym westernie faceta, który nosił jednocześnie spodnie i szelki. Bohater mówił o nim "nie ufam komuś, kto nie ufa własnym spodniom". Gosiewski zapewne zniewala kobiety, bo roznosi za sobą dyskretną woń...
- Przypalonych klocków hamulcowych pociągów zatrzymujących się po nie wiadomo jakiego wała w szczerym polu...
- ... woń władzy, mój drogi. Choć wygląda na takiego, który zniewolił swoją urodą i błyskotliwością najbardziej siebie samego.
- No dobrze, ale jak w takim razie rozpoznać, która kobieta pragnie czego? Skoro nie pragnie figury funkcjonariusza BOR-u na szkoleniu?
- Jeśli facet leci tylko na cycki i dupę, to się zazwyczaj nie ma o nim dobrego zdania, prawda? A jak jakaś kobieta leci na zgrabny tyłek i śliczność Zakościelnego, to co o niej myślimy?
- Że w lepszych filmach nie zaproponowano jej roli?
- Słuchaj, zasada jest taka: w większości wypadków kobieta chce czegoś innego niż w danym momencie wydaje się mężczyźnie, że powinien jej dać.
- Czyli przesrane?
- Za to kobieta w ciąży, chce od mężczyzny tylko i wyłącznie dokładnie tego, co on czuje, że ona od niego oczekuje.
- Super. To skąd te awantury?
- Bo ona nie wie, że tego chce.
- Jak to nie wie?
- Normalnie to jest tak – ty chcesz do kina, ona na zakupy. Ty chcesz seksu, ona do kina. Ty chcesz na zakupy, ona chce seksu. Raz na jakiś czas trafiacie oboje i jesteście szczęśliwi, albo wybieracie złoty środek i oglądacie telewizję.
- A w ciąży?
- W ciąży, ona chce do kina, ty się chcesz nią opiekować i zapewnić jej bezpieczeństwo, więc ją ciągniesz do kina, mimo, że chciałeś się kochać, ale w ostatniej chwili ona już nie chce do kina. Za chwilę ona chce się kochać, a ty chcesz się nią opiekować i zapewnić jej bezpieczeństwo, więc ciągniesz ją do łóżka mimo, że chciałeś iść do znajomych. W ostatniej chwili ona już nie chce, tylko chce lody bananowe o północy, a ponieważ chcesz się nią opiekować i zapewnić jej bezpieczeństwo, więc chcesz jechać po te lody, ale dostajesz opierdol, że jak możesz zostawić ją samą...
- No to wychodzi na to samo. Zawsze chce czegoś innego i może kiedyś trafisz.
- Nigdy nie trafisz, chyba że przestaniesz próbować i słuchać za każdym razem czego chce, ale to trzeba mieć jaja, żeby przestać słuchać swojej kobiety w ciąży i robić to, co uważasz sam za słuszne.
- Iść na browara?
- Zaopiekować się nią i zapewnić jej bezpieczeństwo.
- Jezus, ale to pokręcone. I mówisz, że jak już się zaopiekujesz i zapewnisz, to kobieta w ciąży jest w miarę spacyfikowana?
- Przynajmniej na tyle, żebyś zdążył jednak obrócić po te lody...


Wiesław Gołas w Kabarecie Starszych Panów śpiewał: "Cóż Ci to ja uczyniłem oprócz dzieciątka, prócz tej pamiątki przemiłej po naszych piątkach"...



poczytajmimamo 2007-01-15 04:31:08
skomentuj (1)
A jak biskup dupa to załawią i biskupa

- To ja już nic nie rozumiem. Długo nas nie było i mi się pomieszało, ale kto w końcu zrobił dziecko tej Krawczyk? Nieznani sprawcy?
- Celowała w Łyżwińskiego, ale sie dziewczynie daty pomyliły.
- Zazwyczaj jak się dziewczynie pomylą daty, to są takie efekty...
- W każdym razie, czy to Lepper robił a Łyżwiński przytrzymywał, czy może odwrotnie nie ważne. Ważne, że dziecko jest koalicyjne i koalicja będzie musiała coś z tym zrobić. Najpewniej usunąć.
- No co ty, już dawno urodzone.
- Leppera usunąć.
- On jest nienaruszalny. Jest jednolity i stały. Jak głaz. I choć repertuar ma jak radio Roxy FM, czyli codziennie i na okrągło to samo, to słuchalność ma ciągle wysoką. Na przykład ten numer z wekslami. Facet w żywe oczy wciska na wszystkich kanałach tę samą bajkę, w którą sam nie wierzy, bo aż z trudem gębę powstrzymuje od śmiechu, ale wali do przodu. Skoro naród go wybrał, to teraz musi mu wierzyć.
- A co? Interpretacja zobowiązania ci się nie podoba? Uważasz, że przepłacili za znaczek? Może to nie jest jakiś tam błękitny mauritius, ale w konfrontacji z niejednym bankiem pytającym o ratę za kombajn, może się okazać wart więcej.
- No wiem, ale tłumaczenie tego mechanizmu przypomina mi unikanie podejrzeń o czerpanie korzyści z nierządu w burdelu. Polega to na tym, że panienki są za darmo i same umilają czas z własnej woli. Tylko za szampana płaci się według stawki godzinowej.
- W ogóle ostatnio dużo musiano tłumaczyć. Na przykład wpadka watykańska z biskupem 007. Każdy gadał co innego, a co najśmieszniejsze im Kościół bardziej o przebaczeniu, skrusze i pokucie, które są jednymi z fundamentów wiary, tym bardziej przepełnieni miłością bliźniego katolicy u władzy głownie o powieszeniu biskupa na latarnii.
- Wiesz, jak jesteś katolikiem wybranym przez społeczeństwo w 95% katolickie, to kto tu jest wyznacznikiem katolicyzmu i norm moralnych? Ty czy jakaś tam Rada Episkopatu?
- Żeby jeszcze ten Wielgus jakąś opozycję tępił, ale on się pierdoła zapisał do wywiadu.
- No a kogo miał wywiad werbować? Kaczyńskiego? Żeby relacjonował czym się dziś odbiło jego kotkowi? Werbowano tych, co wyjeżdżali na zachód. Żeby jeszcze Wielgus pojechał do USA i zwinął plany F16 – robiłby za bohatera nawet za IV RP. Ale co on mógł zwinąć z Niemiec albo nawet z Watykanu?
- Może wykradłby informację ile Papież ma tych cholernych dywizji?
- Może. A tak to tylko Roman się zdenerwował.
- Roman to się w ogóle denerwuje ostatnio.
- Denerwuje, bo go TV mało pokazuje, więc musi improwizować. Roman poparłby nawet projekt dopuszczenia do małżeństw homoseksualnych, gdyby od tego zależało, czy pokażą go w telewizji.
- Romana to ja nawet widziałem ostatnio na żywo, jak się zabawiał za moje pieniądze.
- Defraudował?
- No na całego i to w biały dzień.
- Jezu, a w gazetach nic nie było!
- Nie było, bo tam nie było gazet ani nawet "Gazety". Byłem tylko ja, ruch uliczny i BOR.
- Skąd wiesz, że BOR?
- No zachowywali się jak BOR.
- Profesjonalnie zabezpieczali?
- Nie no co ty, normalnie... parkowali w niedozwolonych miejscach i tak dalej.
- Gdzie?
- Na Placu Zbawiciela.
- Zbawiciela? A co tam jest? Kilka tanich knajp, sklep z butami... Gdzie on tam mógł balować za publiczną kasę?
- No jak to gdzie? Do kościółka. Na 17. A to piątek był, dzień pracujący. No chyba że Roman chodzi do roboty na 8.30. Wtedy przepraszam, zwracam honor, prosze bardzo. Oczywiście nadal nie rozumiem czemu nawet po pracy jeździ do kościoła za moje, ale skoro za moje się buduje Świątynie Opatrzności, a ja nawet nie wiem co to jest i po co a już na pewno nie skorzystam, to nic mnie nie ździwi.
- Odżałowałbyś tę złotówkę. Tyle to jakoś wychodzi na głowę.
- Od razu odżałował. Tu złotówka na świątynię, tu na KUL, tam na Romana bo musi strzelić paciorek, tu na przedłużanie peronem męskości Gosiewskiego... A jak jeszcze pomyślisz, że z twoich podatków utrzymuje się IPN to masz ochotę przejść na zasiłek.
- Zgroza. A BOR to ma ostatnio ciągle stan gotowości. Podobno komuś się popieprzyły sezony łowieckie i ma być strzelane do kaczek.
- Też nie wiem o co chodzi, może o upodobnienie się do wielkich mężów polityki. Na takich zawsze organizowano zamachy.
- No masz... taki na przykład Gierek! Ktoś tam kiedyś się na niego zamachnął...
- Ale to był kawał chłopa, łatwiej było trafić...
- Fakt... Ale ja już się czuje jak za Gierka. Przynajmniej jeśli chodzi o propagandę nieistniejącego sukcesu. Czekam tylko, aż ogłoszą w czym jesteśmy światową potęgą.
- W specjalistach na każde stanowisko. Patrz pan Skrzypek.
- To ten co się nie zna na bankowości?
- Nie ważne, ważne że się zna na tym, co bracia K. myślą o bankowości. No i że nie był TW.
- Jak chodzi o TW, nigdy nie mów nigdy.
- Racja. A że się zna na swojej robocie jak minister Fotyga na malarstwie, to nic takiego. Lepper mu wytłumaczy.
- Chyba na dyplomacji chciałeś powiedzieć. Na malarstwie może się Fotyga znać i wyjdzie, że głupstwo palnąłeś...
- Na to byśmy sobie nie pozwolili. Ale w końcu od Fotygi też nikt nie wymaga aby się znała na czymkolwiek więcej niż na światłych myślach Pana Prezydenta, dotyczących polityki międzynarodowej.
- Wspomniałeś o IPN. A wiesz, że już zrozumiałem co znaczy "Prawo i Sprawiedliwość"?
- No... myślałem że to znaczy, że prawo i sprawiedliwość. Miało być. Wyszło co prawda z tego Dorno i Ziobrotliwość, ale cóż...
- Nie, nie... chodzi o interpretację. Zrozumiałem, że najważniejsze jest w tym to "i".
- Czemu?
- Uświadomił mi to jakiś bałwan chyba właśnie z IPN-u, wypowiadający się na temat Niezabitowskiej. Wyjaśnił, że to nie ma znaczenia iż sąd uznał ją za niewinną. Bo to było jakieś tam postępowanie karne. Ważne, że z papierów IPN wynika, że była TW i koniec.
- To na cholere te wszystkie sądy lustracyjne, postępowania i inne, skoro ubecka teczka jest teraz nową pisowską książeczką do nabożeństwa?
- Bo Prawo i.... zrozum: "i". I sprawiedliwość.
- Czyli ....
- Czyli najpierw jest prawo, a potem następuje sprawiedliwość... a skoro prawo to sąd, a sprawiedliwość to jedyna szłusznie wybrana władza prawa i sprawiedliwości, to... no.... każdy kto oglądał "Samych swoich" wie że....
- Aaaaaa.... sąd sądem...
- Właśnie... a sprawiedliwość musi być po naszej stronie...


Stary kawałek dla każdego z nas... Jak kto woli w wykonaniu Kultu albo Kazika Na Żywo - szanowni Państwo, czyli... "Konsument"...



poczytajmimamo 2007-01-13 05:48:24
skomentuj (0)
Z nami jesienna nuda się nie uda!
banner podpasek na blogu posła Wierzejskiego

- No to ile?
- Szósty miesiąc. Sześć sześć sześć.
- A tyle się działo...
- Nie miałem czasu na pierdoły. W Szkocji byłem.
- TESCOś. Ile płacili?
- Na wakacjach byłem.
- Na wakacjach? W Szkocji? Sześć miesięcy?
- Nie no, dwa tygodnie... ale jakoś wcześniej nie było czasu... A potem tam w Szkocji dopadł mnie spokój przenajświętszy, cisza błogosławiona, zieloność i bezpisność. I nawet jak zobaczyłem kaczkę w parku, to wcale w zdrowym obywatelskim odruchu nie chciałem jej sprzedać kopa wyborczego w kuper, tylko tak jakoś z sympatią na zwierzątko patrzyłem...
- Nawróciło cię na wiarę ojców?
- Chyba praojców. Po prostu nie oglądałem trzy tygodnie telewizji polskiej.
- A było co oglądać, oj było...
- Ja mam taką znajomą co żyje, bo ogląda. Ale ona ma po siedemdziesiątce. Cały dzień siedzi, patrzy na elity IV RP i klnie jak dziecko w przedszkolu publicznym po pierwszym etapie socjalizacji. Ją to trzyma przy życiu. My jesteśmy za młodzi na konfrontację z takimi zjawiskami, jak na przykład znawca problematyki męskiego szczęścia, Boy-Wierzejski. Szkoda zdrowia.
- Wiesz... tak po nazwiskach to ostrożnie... Teraz łatwo wylądować u prokuratora. Nawet jak ci chleb wyjdzie niechcący w kształcie ptaka... wiesz jakiego...
- Ptaka?
- No ptaka.... wiesz..
- Znaczy kutasa?
- No... w pewnym sensie... ale można do prokurwatury trafić za obrazę.
- Czego?
- Majestatu.
- Majestat to mi się kojarzy z czymś wysokim, a nie...
- Dobra, już bez skojarzeń...
- To już nawet kojarzyć nie wolno? Tak jak na to patrzę, to wymyśliłem akcję społecznego nieposłuszeństwa. Otóż uważam, że każdy obywatel myślący o naszych kochanych przywódcach to, co powinien myśleć myślący... podkreślam: myślący obywatel - mógłby napisać sobie na koszulce "X jest Y". W miejsce X wpisujemy nazwisko ulubionego przedstawiciela koalicji rządzącej, a w miejsce Y jakiś brzydki napis podejrzany na ścianie...
- "Obywatel IV RP" może być?
- Nie to miałem dokładnie na myśli.. może nie obywatel, tylko bardziej członek...
- No dobrze, ale to mało oryginalne.
- Ale to dopiero połowa... kiedy tylko ktoś w takiej koszulce, spotka ziomala swego w podobnej, natychmiast wymienia z nim dane osobowe zgodnie z ustawą i obaj, jak przystało na prawych i sprawiedliwych obywateli, składają na siebie donos do prokuratury o obrazę tych no... uczuć religijnych...?
- Jeszcze nie... religijne są planowane dopiero na drugą kadencję, żeby być głową kościoła trzeba zmienić konstytucję...
- Aha... no ale nic to... widzisz te miliony pism w sądach? Miliony spraw? Dzielni urzędnicy porzucą sprawy błahe, nieistotne. Cóż kryminał, cóż gwałt, cóż występek wstrętny gdy szarga się to co dla ojczyzny najważniejsze – cześć...
- Tereska...
- Nie, Zbigniew...Minister Ziobro w aureoli męczennika, przygniecion pism nawałą... na ołtarze wyniesion będzie, a Dorn po jego lewicy... tfu, cóż za plugastwo.... prawicy oczywiście... A kto nieugiętym będzie, ten umęczon zostanie specjalną torturą wewnętrznie skoordynowaną – czyli wzięty na prądy będzie w tak zwanej "wannie wassermance"...
- Uuuu.... jakbym wypracowanie maturalne czytał czy coś...
- Giertychowskie znaczy się? Kiedyś byli docenci marcowi, teraz są maturzyści giertychowi.
- Nie rozumiem tylko czemu nie poszli dalej... Skoro można decyzją ministra zdać ludziom maturę, to czemu nie zrobić od razu za nich magistra? Szybciej i taniej, statystyki się zazielenią, a konkurencja do Sejmu i Senatu mniejsza, bo co widać po transmisjach z Wiejskiej, jakoś wykształcenie i ciężka poselska praca w parze nie idą...
- Późno już...
- No późno, trzeba by jakoś skończyć błyskotliwie, może został ktoś z dawnych czytelników i czeka na finał.
- Może raczej wszyscy się zwinęli do Szkocji. Może zamiast finału obiecajmy poprawę?
- To znaczy?
- Że teraz będziemy wpadać częściej niż raz na pół roku.
- No ja nie wiem... to nie kampania wyborcza. Jak się coś tak publicznie obiecuje, a nie jest się z rządu, to trzeba potem dotrzymać...
- A jak się jest z rządu?
- To się pierdoli cokolwiek, byle dotrzymać do wyborów.
- Znowu nie było nic o kobietach...
- Bo kobieta sobie spokojnie śpi obłożona kotami, to co ma o niej być. Od czasu jak jestem szczęśliwy z kobietą, nie widzę powodu żeby o tym pisać.
- Sugerujesz, że mężczyźni piszą o kobietach tylko jak są z ich powodu nieszczęśliwi?
- Można o tym książkę napisać... albo i stenogram z obrad klubu parlamentarnego PiS.
- Albo PMM...
- Ale to już następne... na razie popatrzymy na licznik, czy jest jeszcze po co...


"Walczyć i kochać - powołanie mężczyzny" napisał poseł Wierzejski na swoim blogu. Dlatego dedykujemy mu piosenkę jego ulubionego Eltona Johna "Can You Feel the Love Tonight"...



poczytajmimamo 2006-09-15 03:20:48
skomentuj (6)
Podetrzyj Mnie Mamo

- Już nas prawie pochowali.
- Prawie to pochowali Stanisława Lema. Gdyby tu sie dało, to byśmy uczcili minutą ciszy, ale to może głupio wyglądać.
- Myśle, że czytelnikom wystarczy już ciszy w naszym wykonaniu.
- Odszedł człowiek, który przewidział wszystko.
- Naszego Prezydenta nie przewidział.
- No, jego nikt nie mógł przewidzieć, ale w tak nieprzewidywalnym kraju było to do przewidzenia.
- A wydarzyło się coś ciekawego kiedy nas nie było?
- Nic, budują IV RP. Widać ją na horyzoncie, tylko jakoś się zbliżyć do niej nie mogą.
- Trudna droga?
- Polska droga. Same blokady Samoobrony i procesje.
- Ale jakoś im idzie?
- Dornowato im to wychodzi, ale się starają. No i ciągle Trwają.
- A w mediach, w kulturze?
- Mamy nowe trendy, na przykład wycinkarstwo dziennikarskie.
- To jakieś rękodzieło?
- Prawdziwe dzieło! Kiedyś do składu czasopism używało się czegoś, co nazywano DTP i po angielsku było to bodajże ‘desktop publishing’. Teraz mamy nowy polski wkład w tą technologię – Dobrze To Przemyślmy. Chodzi o to, żeby nie podpaść Radzie w jedynym słusznym składzie. Dlatego Gretkowską potraktowano nożykiem.
- Po łechtaczce?
- Nie, po felietonie.
- A... tak pytałem, bo zwykła wystawiać...
- No ale nosiła Kruk razy kilka, a konkretnie dwa razy po pół bańki aż poniesli Krukową. Choć nauka została i teraz każdy wie, że radia, szczególnie radia przez duże R, należy słuchać bardzo uważnie i na kolanach a nie byle jak... Bo można przeoczyć istotne szczegóły dotyczące prowadzącego.
- Szczukagóły. Ale przecież w radiu nie widać prowadzącego?
- Ty mi tutaj z tą pokrętną logiką rodem z Wyborczej nie wyjeżdżaj. Zapytaj Ojca Dyrektora jaki jest Szef, to ci opowie. A przecież też tego Szefa nie widać.
- Lem kiedyś powiedział, że Szefa nie ma. Że to nie kwestia wiary, tylko że on to po prostu wie. Jeden konkret w kraju alekatolików.
- O, to ma dużą szansę na pośmiertne odznaczenie od Prezydenta.
- Z takimi przekonaniami?
- No właśnie. Za takie przekonania nie ma szans, więc prędzej czy później Prezydent podpisze mu order Orła Białego, a potem zwali na kogoś, że mu to podłożyli zamiast krzyżówki.
- Kaczki?
- Jolki.
- Jolka się wyprowadziła. Chyba że straszy jej duch po komnatach.
- Nie no, straszyć to ona tam nie ma szans... Za duża konkurencja.
- Tak czy siak w sprawie Rady czasy błędów i wypaczeń się skończyły. Trybunał trybunałem, ale prawo i sprawiedliwość muszą być po naszej stronie. Troche to potrwa zanim rozwiązane WSI zakonspirowane pod wasserwanną namierzą dziadków poszczególnych sędziów i sklecą kolejną bitwę pod Kurskim. Nadchodzą jednak czasy fachowców.
- Tak, dlatego Samoobrona będzie reformować system bankowy. Kto jak kto, ale jej działacze znają się na kredytach. Znaleźli nawet jedną prawniczkę w swoich szeregach, bo niestety wywalili jedynego co się u nich znał na kasie, czyli Misztala.
- Ale Misztal kupował gówniane auta, to mu sie należało. A swoją drogą – raz w naszej historii odnieśliśmy sukces i jak przystało na IV RP przypiszemy go sobie w całości, choć byliśmy tylko trybikiem w machinie.
- Tak? Coś wygraliśmy?
- Zdjęli „Testosteron” z anteny TVN Turbo. Rozgonili, billboardy na pół miasta wliczyli w koszty – po prostu wykreślili z roździelnika jedno w tygodniu mycie marmurów w nowej siedzibie ITI i dzięki oszczędnościom na mopach jakoś się zbilansowało. Teraz na TVN Turbo nadal nie ma jakiegokolwiek ciekawego magazynu polskiej produkcji, ale przynajmniej skończyli już z tą smutną chałą.
- Nic po polsku nie da się oglądać?
- Nie da. I nie chodzi o tematykę, tylko o prowadzących. Angażowano ich bo coś. Bo jeden jest z muzeum, a drugi pewnie zna producenta, trzeci się ściga to się zna na samochodach, a czwarty jest specjalistą. Od zanudzania. Jakoś zapomniano, że to telewizja, a w telewizji angażuje się ludzi, którzy w niej atrakcyjnie i ciekawie wyglądają. Tekst można im powiesić na kartce za kamerą. Samo gadanie ciekawych rzeczy nie wystarczy.
- No właśnie. Spójrzmy w lustro! Konkurencja się komercjalizuje. Każdy popularny blog ma już wersję na koszulki, wersję radiową, kubeczki, czapeczki...
- Popularni to my jesteśmy tak jak redaktor Pospieszalski jest obiektywny, rzetelny i bezstronny. Poza tym wyobrażasz sobie nas na koszulkach?
- No nie wiem, ale ...
- Chyba ze na nudną mszę, ale to frajda tylko dla siedzącego za tobą, jeśli tekst masz na plecach.
- No ale w radiu?
- Którym? Znasz takie co nie podpada pod Dobrą Radę? Poza tym czasy Matysiaków się skończyły. Jesteśmy dłudzy i rozwlekli. Podczas czytania jednego PMM można nadać pięć reklam proszku do płukania kredytu hipotecznego darmowymi minutami.
- To może kubeczki?
- Chyba od razu cała zastawa na dziesięć osób na jeden wpis...
- Mam!
- Co?
- Papier toaletowy! Będziemy czytani w atmosferze skupienia i kontemplacji.
- A potem podetrą sobie nami dupę.
- Ale nie ze względu na treść, tylko na formę! Za to gdyby Agora drukowała codziennie dodatkowe 200 tys. egzemplarzy Wyborczej w wersji toaletowej, jej przeciwnicy kupowali by ją jak świeże bułeczki. Co za zysk, co za przyrost sprzedaży! Pani Wando, czy pani widzi te rosnące słupki?
- Odkryliśmy niszę.
- I idealne medium dla nas.
- Dla mas. Opium.
- Papirum.


Zaniepokojony faktem iż mój trzyletni syn zaczyna wyraźnie nucić pod nosem coś, co przypomina melodie "Nawet mały, nawet duży może wino pić"...to znaczy... "świętym być..."
zastosowałem szybko odtrutkę. Klasyka wzbudziła zachwyt i pełne zrozumienie dla porządnego riffu, a machanie grzywą, nawet nieistniejąca człowiek ma jak widać we krwi od urodzenia.. Jeśli więc twoje dziecko zaczyna wykazywać objawy arkonowatości - najlepszą szczepionką będzie "Iron Man" Black Sabbath .

Potem można dla pewności poprawić Bobem Marleyem...



poczytajmimamo 2006-03-30 05:44:02
skomentuj (10)
Turbodziura w mózgu

- Co tak szybko?
- Bo sytuacja jest paląca. Zagapiliśmy się i przespaliśmy największe nieporozumienie telewizyjne od lat.
- Mianowicie?
- Superprodukcję "Testosteron" w TVN Turbo.
- Jaką to ma oglądalność? Przecież to kablówki i trochę satelity.
- Ale ci, co oglądają, cierpią.
- W czym problem?
- Widzisz, gdyby nie pewne obciążające okoliczności, byłby to kolejny normalny polski program motoryzacyjny. Nudny, smętny i zawsze taki sam. Ale nie. Poszła wieść, że ma to być polskie "Top Gear". A czym jest "Top Gear" miłośnikom motoryzacji nie trzeba wyjaśniać, a reszcie nie ma jak wyjaśnić. Można spróbować tylko tak - "Top Gear" to jest niedościgniony wzór, ale nie wzorzec. Siła tego programu tkwi w byciu jedynym w swoim rodzaju. Jest oryginalny, wkurwiający, zadziwiający i cokolwiek by o nim nie powiedzieć - perfekcyjnie zrobiony.
- Czyżby TVN po raz kolejny pokazał wiarę w innowacyjność i zdolności polskich twórców i kupiło licencję? W końcu to u nich normalne. Nawet gdyby mieli kręcić serial o Piaście Kołodzieju, kupiliby gotowy format od Amerykanów, Brytyjczyków lub Zulusów i zaadaptowali lekko zmieniając dekoracje.
- Właśnie nie. Na "Top Gear" nie da się kupić licencji, bo dowcip nie tkwi w formacie programu, tylko w osobowościach. Prowadzący go Jeremy Clarkson to jest zupełnie inny wymiar dziennikarstwa motoryzacyjnego. Wystarczy poczytać jego artykuły, żeby zobaczyć przepaść między nim a resztą. Dziennikarze motoryzacyjni piszą o motoryzacji. Clarkson pisze ciekawie i zajmująco, a przy okazji o motoryzacji. Często doprowadzając do szału czytelników, ale po prostu jest z niego niezły model. Gość potrafi napisać test auta, w którym o testowanym aucie są dwa mieszające je z błotem zdania, ale czyta się to zawsze z zapartym tchem. Podobnie jest w "Top Gear".
- Cóż więc zrobiło TVN?
- Zrobiło po polsku. Ktoś usiadł i naoglądał się "Top Gear". Nic z tego nie zrozumiał, oprócz tego, że ma być trzech prowadzących i ma być nie tylko o samochodach. Ale czegóż można się spodziewać po telewizji uważającej, że Szymon Majewski w kolorowym krawacie jest śmieszny.
- Może powinni zatrudnić właśnie Majewskiego?
- Na pewno byłoby ciekawiej. A tak program prowadzą Grzegorz Miecugow, Marcin Meller i Jacek Balkan.
- No, dwóch pierwszych znam i kojarzą mi się z motoryzacją jak ojciec Rydzyk z seksem. Ale trzeciego nie kojarzę.
- A widzisz, bo trzeci to dziennikarz motoryzacyjny. Co prawda na stronie TVN Turbo napisali, że on jest "młody gniewny polskiego dziennikarstwa motoryzacyjnego" i na jego miejscu dałbym komuś w ryj za taką laurkę, ale jako jedyny w tym programie wie coś o samochodach. Wie dlaczego guma śmierdzi, a olej chlapie. Gość jest gniewny jak Meller jest ładny, ale przynajmniej wie o czym mówi.
- A gwiazdorzy?
- Cóż... TVN Turbo napisało na swojej stronie, że w "Testosteronie" nie boją się powiedzieć, co myślą. Zrewanżujmy się.
- Będziemy niemili?
- Nie. Będziemy szczerzy. Grzegorz Miecugow to bardzo dobry dziennikarz. Pełen szacunek. Jednyny powód, dla którego prowadzi program motoryzacyjny, jest taki, że polazł do szefostwa ITI i powiedział "chce prowadzić program motoryzacyjny". Jest gwiazdą stacji. Gdyby powiedział Walterowi, że chce mieć w TVN Style na wyłączność show o różowych sewterkach angorskich, na pewno by dostał. Niestety, zachciało mu się samochodów. Przykro. Dlatego siedzi na jakiejś kłodzie i fotografuje ryby, mówiąc, że "najlepsze zdjęcia to te, których nie zrobiliśmy", a później uśmiecha się jak trzynastolatek zapytany o to, czy się onanizuje.
- Fotografuje ryby mówisz...
- Tak.
- Aha. To jest program motoryzacyjny?
- Tak.
- Mhm... bardzo w stylu TVN. Ale tu napisali, że w ich programie jest wiele niekonwencjonalnych opinii.
- A tak, są. Miecugow głaskał 10 minut po bagażniku Forda Forcusa i w końcu powiedział, że kupiłby trzydrzwiowego.
- Szokujące.
- Zaiste.
- A Mr Meller?
- On jest.
- W sensie?
- On jest piękny. On to wie. On nie musi. Wie o samochodach tyle, że są. Ewentualnie, że maja z boku - obok kierowcy fotel, to tam może usiąść jakaś dupa.
- Profesjonalnie.
- Tak. Najgorsze jest to, że to nie jest show.
- Tylko?
- To jest slow. W tym programie nic się nie dzieje. Kompletnie. Prowadzący są drętwi i sztywni. Pozbawieni kompletnie poczucia humoru i luzu. Pozbawieni w ogóle czegokolwiek. Stoją długie minuty obok aut, burcząc coś pod nosem. TVN Turbo chwali się, że "oprawa telewizyjna Testosteronu na najwyższym poziomie ze wszystkich programów motoryzacyjnych, do tej pory produkowanych w Polsce."
- Że co?
- Że oprawa na poziomie. Nie zwracaj uwagi na składnię, cytuję tekst ze strony TVN Turbo. Pisał to pewnie jakiś gość po drogich studiach PR, dlatego nie jest po polsku. Przecież im nie płacą za umiejętność napisania czegoś w ojczystym języku, tylko za dobre samopoczucie.
- No dobrze... ale wyzłośliwiliśmy się strasznie, ale może raz coś na poważniej i konstruktywniej?
- Ok. Testosteron jest programem nieudanym, bo jest nieudolną kopią. Ktoś nie miał pomysłu na coś nowego, spróbował zerżnąć sprawdzone. Tyko, że schrzanił obsadę i nie zrozumiał przesłania. Z trójki prowadzących może z Mellera sika jakiś testosteron, ale jak pilnuje sesji do nowego numeru "Playboya". Bo na pewno nie w tym programie. Balkan zna się na samochodach, ale jest kolejnym podawaczem danych technicznych. Miecugow się tylko uśmiecha. O kwestiach czysto produkcyjnych w ogóle nie ma się co wypowiadać, bo zdjęcia jakie robią ludzie z BBC dla Top Gear to jest sztuka i dzieło samo w sobie. Poza tym każda sekunda angielskiego pierwowzoru jest przemyślana i wyreżyserowana. Dlatego wychodzi naturalnie. Testosteron jest wypierdziany zgodnie z dziwnym przekonaniem panującym w polskiej telewizji, że jak coś się robi naturalnie, to to na ekranie wypada naturalnie. Nic bardziej mylnego. Najluźniej i najlepiej wyglądają rzeczy wyreżyserowane. Tylko trzeba mieć scenariusz, pomysł, jaja i wykonawców. Rzeczy improwizowane wychodzą tylko w wykonaniu prawdziwych osobowości, a tacy modele jak Clarkson rodzą się raz na brytyjską królową. I na pewno żaden z prowadzących osobowością nie jest. Miecugow jest, ale w obliczu prezydenta albo premiera RP. W obliczu Citroena C4 staje się kapciową pierdołą. Reszta to poziom panienek prowadzących programy w kolejnej walterowskiej kile, czyli TVN Gra i podobnych jej nieporozumieniach jak ITV lub 4funTV.
- Nawet tam występowały kobiety jako eksperci! Zachwycały się, że jakieś auto pasuje do kobiet i podobno ma haczyk na torebkę!
- O kurwa... haczyk na torebkę...
- Tak.. I teraz nie wiem, bo jeśli to miało być śmieszne, to nie było. A jeśli miało być na poważnie, to było śmieszne. Moja dziewczyna jak widzi takie flamy, robiące w telewizji kobietom opinię motoidiotek, ma ochotę, trzymając je za włosy, długo walić ich głową o kolektor wydechowy.
- A wie gdzie to jest?
- Właśnie wie. Zresztą to jest kolejny męski wymysł, że kobiety wybierają auta ze względu na kolor tapicerki i wieszaki na podpaski.
- Torebki.
- Jeden pies. To przecież głównie faceci wybierają auta ze względu na ich wygląd. Kobiety kierują się głównie funkcjonalnością albo tym, na co mają ochotę. Kupią auto, bo jest wygodne i poręczne albo dlatego, że im się zajebiście podoba i już. Kobieta kupi wóz obrzydliwy, ale mający wygodne schowki. Albo powie, że ma być amerykańskie V8 z 1970 roku i koniec, bo na taki ma ochotę. Za to faceci kupują auta, które będą się podobać innym i których inni będą im zazdrościć. I to ci faceci powinni mieć dodatkowy schowek na rajstopy i puder.
- Ale jak to podsumować? Podobno słyniemy z błyskotliwych zakończeń, a tu się nic nie szykuje.
- Cóż. To wszystko, o czym gadaliśmy, to ogólnie grzech TVN Turbo. Większość produkowanych dla nich polskich programów jest drętwa i nudna. I to boli, bo te programy są... ciekawe. Podejmują ciekawe tematy, mówią o interesujących rzeczach, ale mają w sobie tyle iskry, co zapomniana Polska Kronika Filmowa. Jak widzę takie produkcje jak "Rentgen", to chce mi się płakać. Z drobnymi wyjątkami dotyczącymi motocyklistów. Ci goście przynajmniej ciekawie mówią, bo widać, że się znają i mają jakąś pasję. Jedzą na kolację ogniwa łańcucha w smarze własnym. No ale psychopaci zawsze są zajmujący, a tylko ktoś nienormalny może jeździć na rowerze 200 km/h.
- Czyli ogólnie sugerujesz, że sam zrobiłbyś taki program motoryzacyjny lepiej?
- Tak.
- Cóż. Wiem, że umiesz zmienić koło, wiesz czym się różni turbosprężarka od sprężarki i naprawiasz auto młotkiem. Ogólnie wiesz, dlaczego samochód jedzie, czego nie wie większość dziennikarzy motoryzacyjnych...
- Jak to? Oni wiedzą. Samochód jedzie, bo się leje benzynę i bierze fakturę na dealera. A ja naprawiam mój samochód młotkiem nie dlatego, że jestem zdolny, tylko dlatego że ma 30 lat. Nie da się tak naprawić aut, którymi w "Testosteronie" Miecugow pojedzie robić zdjęcia rybom, a Meller oceni je tylko na podstawie jakości swojego odbicia w ich lakierze.
- Zero skromności.
- U Mellera?
- U ciebie.
- Ale ja mam przynajmniej dużo testosteronu.
- Tak twierdzi twoja dziewczyna?
- Nie. Mój fryzjer.


Jeśli mowa o jeżdżeniu czymkolwiek, co jest tego naprawdę warte, musimy posłuchać Johnny'ego Casha śpiewającego "Tennessee Stud".






poczytajmimamo 2005-11-22 02:46:13
skomentuj (25)
Justice Is Raped, Justice Is Gone (...)
Metallica & PiS "Sprawiedliwość dla wszystkich"


- Zaczynają nas posądzać o ucieczkę chyłkiem.
- Kręcąc tyłkiem. Ale wyjaśnijmy - nie jesteśmy homo. Jesteśmy wysoce a nawet wielce tolerancyjni i wyrozumiali, ale w praktyce jesteśmy konserwą i wsadzamy tylko dziewczynkom.
- Pełnoletnim, dodajmy od razu.
- Możemy dodać, nic nie mamy do stracenia...
- Poza tym... jeśli w wyniku wyborów jakiś homoseksualista postanowił wyjechać z Polski, udowodnił tylko, że jest ostatnią ciotą. Ciotą w sensie cioty a nie jakiegoś tam Lubiewa.
- W sensie że miękki był?
- Z lekka. Wątek homo w kampanii był tak samo istotny jak gadanie o euro, likwidacji NFZ, robieniu wszystkim lepiej i bezpieczniej oraz inne duby smalone. Był wyliczony. Wyszło, że mniejsza strata wnerwić gejów niż wnerwić radiomaryjowców rytu rydzowego i wszechmłodzież romanopolską.
- I dobrze wyliczyli.
- Dobrze. Jakby doradcy wyliczyli w drugą, oba Kaczory przed wyborami pląsałyby w różowych kalesonach na osobiście zorganizowanych paradach. Pohukiwanie na gejów świadczy tylko o znikomej sile ich społecznego oddziaływania. Gejami można tylko straszyć stare babcie, ale straszyć można także świetnie rzeczami, które nie istnieją. Dopiero wtedy, gdy w Polsce w badaniach sprzedaży proszków do prania homoseksualiści i lesbijki wyodrębnią się jako wyraźna grupa opiniotwórcza, zainteresują się nimi politycy.
- Coś jeszcze? Może podsumujmy, skończmy z tą polityką i zajmijmy się dupami.
- Podsumowanie pierwszych dni IV RP jest krótkie. Decyzje i kierunki są jasne: w kwestii równouprawnienia kobiet i mężczyzn - baby do garów. W kewstii prawa i sprawiedliwości - linczuj sąsiada swojego nie marnując czasu sądu grodzkiego. W kwestii mniejszości - lepszy Lepper w garści niż Rokita w kominie. Poza tym stara dobra stalinowska metoda obsadzania stanowisk nie dobrymi przyjaciółmi (bo tacy jak wiadomo zaraz cię wyruchają), tylko ludźmi którzy ci kiedyś zaszli za skóre, a teraz jesteś silniejszy i dałeś im łape do lizania. Nie ma to jak atmosfera wzajemnego zaufania.
- A poza tym?
- Poza tym wszyscy zdrowi.
- Może by tak o seksie?
- Nie będzie seksu.
- Jak to nie będzie?
- Nie w IV RP. Ale za to możemy sobie używać do woli na kobietach, skoro zlikwidowano pełnego nocnika do spraw. Teraz nietykalni będa tylko pewni przedstawiciele blaszkodziobych.
- Anas plathyrynos? Ale blaszkodziobe to nie gatunek, tylko rząd.
- No właśnie. Wystarczy na ten rząd popatrzeć i wszystko jasne...
- Miało już nie być o polityce! Cokolwiek - samochody, baby, wóda... byle nie bój się Boga Marcinkiewicz!
- Co chcesz? Ładny premier, krągłosłowy. I obiecuje tak ładnie. Wszystko będzie spełnione i będzie ładnie. Niczym w Warszawie pod rządami tego małego (.....) [Ustawa o kontroli publikacji i widowisk oraz o ochronie ptactwa wędrownego, Dz. Ust." nr 20 z 13 XII 2005, poz. 99. ].
- Tak, pięknie. Warszawa ma na przykład śliczne nowe autobusy. Problem w tym, że nie mają klimatyzacji. W zimie stojąc na przystanku śniłeś, że zajedzie nowy, cieplutki, pachnący Solaris. W lecie... śniłeś o zardzewiałym, rozdygotanym Ikarusie. Bo miał otwierane okna. Co zrobiono? Przy nowym zamówieniu, kupiono busy z klimą! Mimo że są droższe i przy włączonej zużywają więcej paliwa.
- Brawo! Czyli jednak dobro obywatela się liczy, a nie tylko budżet miasta. PiS ma serce!
- Kupiono także autobusy z dużymi, otwieranymi oknami!
- Brawo jeszcze raz!
- Jest tylko jeden mały problem. To są te same autobusy...
- Sugerujsz, że jak przyjdą upały będą zasuwać po mieście z odpaloną na full klimą i pootwieranymi na oścież oknami? To bez sensu.
- No ale postulaty spełniono, nie? Nie ma sie do czego przyczepić i każdy powinien być zadowolony.
- Czy to sie jakoś ma do perspektywy rządów PiS-u?
- Ja nic nie mówiłem.
- Dawno nas nie było, możemy przedłużyć... może jednak spróbujmy o kobietach...
- O! Widziałem w telewizji...
- O kobietach miało być!
- Nie właśnie w takiej telewizji o kobietach. Co włącze jakiś kanał - zaraz kogoś masakrują.
- To w TVN Style też są relacje z Iraku?
- Nie! Biorą jakąś grubą amerykankę, tygodniami ją kroją, odsysają jej tłuszcz, przestawiają nos, pieprzą o jej problemach emocjonalnych, znowu kroją, każą jej zapieprzać na siłowni, smarują i cholera wie co jeszcze. Na koniec pokazują babie w końcu lustro i ona mdleje z zachwytu. Wygląda tak samo, tylko ma wiecej pudru na gębie.
- Dobre. Ja widziałem taki, gdzie ludzie się dają kroić żeby wyglądać jak gwiazdy.
- "Chciałbym być jak Roman Giertych"
- "Przykro nam, tu jest chirurgia plastyczna. Psujemy głowy na zewnątrz a nie wewnątrz."
- To mi podsuneło pomysł na super show. Oddam go MTV za drobiazg, na przykład możliwość prowadzenia go. Powinno się to nazywać "Pimp my Wife".
- Chyba łapie...
- Tak... Na przykład Henryk z Gliwic pokazuje nam swoją. Jest już lekko przechodzona, szara, poplamiona. Lakier na paznokciach już niemodny. Z tapicerki sterczą jej fiszbiny. Zawieszenie fatalne, wszystko obwisło. Osiągi minimalne, na dodatek z wiekiem robi się niebezpieczna w codziennej eksploatacji. Grozi obrażeniami.
- Ma zjebaną geometrię?
- I fatalne smarowanie.
- I wtedy ekipa speców robi z niej cud. Po wywiadzie środowiskowym i określeniu preferencji Henryka robi z niej Mandaryne, Magde M. lub Dariusza Szpakowskiego. Ogolą jej łydy i oduczą mówić "wziąść" i "poszedłam".
- Oszołomiony Henryk zabiera ją do domu i pokazuje kolegom. Kolegom opadają szczeny,
podnoszą się fujary. Jest artykuł w "Fakcie" - "Dzięki MTV mój mąż znów kocha mnie bardziej niż swój zestaw śrubokrętów ze TV Shopu".
- Następnego dnia Henryk dostaje od swojej wyśnionej w pysk i przypaloną jajecznice. O seksie analnym nie ma mowy. Nie ma mowy nawet o normalnym.
- Dlaczego?
- Oglądałeś kiedyś "Pimp my Ride"?
- Tak...
- Widziałeś żeby ktokolwiek się tam dotknął do mechaniki? Picują skorupe i gadżety. Tu będzie tak samo. Dostanie kiece i fryzure, lecz myśli zostaną jej ponure.
- Zmieni się opakowanie a nie wykonanie?
- Dokładnie.
- Czy to się ma jakoś do perspektywy rządów PiS-u?

Oczywiście Metallica "...and Justice for All" Roku Pańskiego 1988.
"Sprawiedliwość dla wszystkich" Roku Pańskiego 2005 dostępna na stronach Prawa i Sprawiedliwości, a wkrótce także wśród lektur obowiązkowych dla gimnazjów.
Dobranoc Państwu.



poczytajmimamo 2005-11-16 15:06:19
skomentuj (7)
(...) People use 'qua qua qua' when there needs to be a clean, crisp, 'quaCK' instead (...)


- Co jest? Kandydujesz?
- Słucham?
- Kampanię jakąś prowadzisz, że cię nie ma w ogóle?
- No co ty. Urlopowałem się. Co mnie wybory obchodzą.
- Jak to co? Jako świadom swych praw i obowiązków...
- A dupa tam. Kogo to interesuje oprócz gości, którzy sami biorą w tym udział. Chociaż z drugiej strony wybory mamy miłe i łatwe, więc można by się wybrać.
- Miłe i łatwe? Samych kandydatów na kwachfuche kilkunastu.
- No tak, ale dwóch się liczy, a reszta niech się lepiej leczy.
- No tak, Cimoszko zasłabł nerwowo i uciekł w knieje. Przyszedł na zawody w rzucaniu gównem w wentylator i zdziwiony, że sam zarobił w oko i piecze.
- A Giertych wśród łanów? Ulubieniec ułanów?
- Ale to młody. To on jest ulubieńcem młodzieńców. A kandyduje stary.
- Ulubieńcem młodzieńców wszechpolskich. Ich szef zabronił, aby mu się pederaści plątali po biurze. Widać sam sobie nie ufa, jeszcze by go poniosło i by uszczypnął. Tylko, że młodego podnieca wyłącznie myśl o stawianiu.
- A nie staje mu od samego podniecenia?
- Oj, on chce przed Trybunałem stawiać. Wszystkich jak leci, byle w telewizorze powiedzieli, że to on stawiał. Jest w tym gorszy od Wiśniewskiego z Mandaryną razem wziętych.
- Wysoki jak brzoza, głupi jak koza - mawia lud. A stary Giertych jest dendrolog, to na brzozach się zna jak nikt. I na słojach.
- Z formaliną. A w nich ciekawe formy państwowości. Jedno jest pewne - tylko jeden kandydat czymś się wyróżnił i naprawdę wniósł ogromny wkład w rozwój demokracji parlamentarnej w Polsce.
- And the winner is?
- Kaczor Kaczyński!
- Eeee... ten to ma może jakiś wkład w spółdzielni mieszkaniowej, ale w rozwój? Chyba własnej nerwicy?
- O nie. Tysiące młodych ludzi, kładących dotąd kompletną lachę na politykę, wstanie w ten wyborczy dzień, który mogliby spędzić na tysiące ciekawszych sposobów - na przykład cały przespać. Otrząsną się z gorzały, kwasu, koksu. Przyliżą włoski, poprawią trendy koszulki, strzelą na rozruch popularny napój energetyczny. Ścisną w dłoni niedawno odebrany pierwszy dowód osobisty. Wejdą do lokalu wyborczego i zagłosują najpierw na PO, a później na Donalda Tuska. Na PO, o którego programie nawet nie słyszeli. Na Donalda, który im wisi i powiewa jak zeszłoroczne prezerwatywy. Ale zrobią to z prawdziwej i głębokiej troski o to, żeby wściekły kurdupel o twarzy wnerwionego pięciolatka, gotowego zabić za zabraną zabawkę - nie został prezydentem. A jego przepełniona miłością bliźniego i tolerancją partia nie doszła do władzy. To dzięki głupocie Kaczyńskiego ci ludzie po raz pierwszy pójdą i zagłosują. Chwała mu za to oraz dziękujemy, do widzenia.
- Czyli co? Prezydent Tusk?
- Pierwszy raz w życiu jestem wręcz skłonny namawiać ludzi do głosowania na konkretnego kandydata, choć przyznam, że nawet nie wiem co on sobą reperezentuje. Chyba własnie nic i to mnie uspokaja. Program PO to jakieś liberalne pierdy. W tym nadzieja, że nie schrzanią, tego co już działa i nie będą odstawiać rewolucji. Sam Tusk jest bezbarwny jak jego ukochany sport w wykonaniu naszych reprezentantów. To też cieszy, bo nie wróży zbytnich odpałów. W odróżnieniu. Zniose nawet Rokitę, bo w gruncie rzeczy też niegroźny. Kogucieje w polityce, ale to zrozumiałe. W domu dostaje wycisk od baby, to musi odreagować.
- Ufff... ale odwaliliśmy propagandówkę.
- Wiesz, wybory codziennie się nie zdarzają. Chociaż ja to kurwa nawet nie wiem, gdzie mam komisję wyborczą.
- A co będzie jak wszystko pójdzie w pizdu i wygra Kaczor z moczem?
- Nic.
- Jak to nic?
- Będzie tak samo. Od kiedy to sejm, senat czy też rząd, zasługują na to, żeby się przejmować ich działalnością? Jak oglądasz mistrzostwa świata w piłce nożnej też ekscytuje cię mecz finałowy, ale na następne 4 lata twojego życia nie ma wpływu, kto wygrał. Chyba, że zastawiłeś dom, żeby obstawić na zakładach...
- A co? Obstawiłeś coś?
- Nie. Ale kiedyś moja niewierząca znajoma dała na msze za Kwaśniewskiego, żeby wygrał i podziałało, to może teraz też nie zaszkodzi?
- Piękna wizja. Kościoły pełne gejów modlących się o zwycięstwo Platformy Obywatelskiej.
- Wybory są dla wybieranych i tych, którzy zamierzają z nimi potem kręcić lody. Jak podstawili wafel pod niewłaściwego kandydata, dostaną innego kremu niż się spodziewali. Wybory przytruwają program telewizyjny i sprawiają, że twoje ulubione czasopisma stają się przez jakiś czas nie do strawienia. Stają się takimi także niektórzy twoi znajomi, naiwnie uważający, że wybory to wielkie wydarzenie i należy o nim rozmawiać. Ale potem wybory mijają i wszystko wraca do normy. I my też zaczniemy znowu gadać o rzeczach istotnych i życiowych - seksie i nieposkromionej łapczywości kobiet podczas rozwodów.
- A na razie?
- Na razie musimy jakoś przetrzymać te dwa weekendy.
- Najlepiej trzymając w ręku browara i pijąc zdrowie tych, co się dali wybrać.
- Chyba tych, co się dali nabrać...

Aby posłuchać melodii wyborczych, kliknij tutaj
a następnie na ikonki "listen"...


poczytajmimamo 2005-09-22 02:05:45
skomentuj (14)

Kiedyś było tu ładne logo produkcji zapomnianych Famous M-Sisters, ale poszło w niebyt wraz z pewnym serwerem. Zdarza się.
***

Wszyscy czytamy te same gazety

Germański Najeźdźca
Pvek rezurekszyn

IV Rzeczspierdolita
(jakby powrócił, bo ojczyzna w potrzebie)

100% Pure Assholes
(tych nic nie rusza)

Siestry Sisters, czyli Trójca Niekoniecznie Święta
(chyba wyszły za mąż, a może nawet zdążyły się już rozwieść)

Ostatni Prawdziwy Feminista
(raz na kwartał coś psztyknie)

Reklama Dźwignią
(sporadycznie)

GG czyli intelektualiści
(nieczynne do nieodwołania)

A co to ja, śpiewaczka?